Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Główny
Szlak
Beskidzki
STRONA GŁÓWNA


O SZLAKU

RELACJA

CZASY PRZEJŚCIA

NOCLEGI

PORADY

GALERIA

2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17

Dzień 1 (9 VIII 2011):
Ustroń - Stożek Wielki
Km: 23

No i jest. W końcu zdecydowałem się jechać. Po kilku dniach wahania i niepewności w końcu o 6:32, a właściwie z 7 minutowym opóźnieniem, ale punktualnym przyjazdem do Katowic z Zabierzowa, wybrałem się na Główny Szlak Beskidzki. Z Katowic jeszcze tylko pociągiem do Ustronia, gdzie wysiadłem ok. 10:20 i wio! W trasę. Nie nie - to nie pomyłka - z Ustronia, a nie Ustronia Zdroju, gdyż chciałem trochę pochodzić po mieście - czerwona kropka oznaczająca początek GSB znajduje się na dworcu PKP Ustroń Zdrój. Na dworcu w Ustroniu szlak zaczynał się dawniej.

Ustroń wita mnie słońcem i bardzo przyjemną temperaturą ok. 23 stopni. Po dojściu do czerwonej kropki robię pamiątkowe zdjęcie. Następny raz zobaczę ją w Wołosatem za 16 dni (jak się uda). Plecak ciąży od początku, ale tego się spodziewałem. Najgorszy pod tym względem jest zawsze początek - trzeba przetrzymać. Dokąd dojdę to dojdę. Wejście na Równicę zaskakuje mnie swoją stromizną. Niby na profilu wysokościowym jest dosyć ostre, ale jednak teoria i praktyka to dwie różne rzeczy. Pod szczytem przy schronisku masa "stonki", ale czego się spodziewać po miejscu, w które można dojechać autem. Zejście do Ustronia Polany nie najgorsze. Kolejne męczące podejście, jeszcze bardziej od tego na Równicę jest to na Wielką Czantorię. Ponad 500 m różnicy wzniesień na tak krótkim odcinku robi swoje. Mimo niewielkiej stosunkowo temperatury jestem cały spocony aż szczypie w oczy. Momentami zastanawiam się, po co zasuwam z tym kilkunastokilogramowym plecakiem na szczyt, gdy można na niego wjechać kolejką krzesełkową. Po chwili jednak przypominam sobie główny cel wyprawy i takie głupie myśli szybko odchodzą z mej łepetyny. Przy górnej stacji kolejki krzesełkowej zaczyna się "ceprostrada" prowadząca na szczyt Wielkiej Czantorii. Po wizycie na wieży widokowej po czeskiej stronie (wstęp płatny, ale warto, bo widoki wspaniałe) stonka w jakiś cudowny sposób znika... Pozornie tylko idąc w takim tłumie człowiek czuje się mniej sam. W moim odczuciu jest zdecydowanie odwrotnie. Jedno "cześć" w ciągu dnia wypowiedziane na pustym szlaku znaczy wiele więcej od spaceru wśród tłumu zupełnie obcych i anonimowych ludzi. Spacer granicą polsko - czeską mija bardzo przyjemnie. Nie ma duzych podejść ani zejść.

W schronisku na Wielkim Stożku jestem ok. 18:50 i dostaję pokój wieloosobowy, w którym jestem sam, do tego za najniższą cenę jaka jest możliwa. Mimo tego WC dostępne na złotówki mnie trochę bawi. Dobrze że pisuary są za darmo :-) Jak na taki "krótki" dystans jestem zmęczony - szczególnie plecy, ale nie ma się co dziwić. Organizm musi się przyzwyczaić. Zresztą ostatni poważny wypad w góry miałem w maju, więc trochę dawno. Szybko przestawiam się z mojego zwyczajowego zasypiania o 1 - szej w nocy i śpię już po godz. 22.

Strona Główna Dzień 2
Zapraszam do zadawania pytań i opinii. Tymczasowo:
pawellacheta@yahoo.com.sg
Zapraszam także do mojej galerii zdjęć

na stronę o GSB moich znajomych ze Szczecina, z którymi miałem przyjemność iść przez fragment Szlaku

oraz na stronę Kuby Terakowskiego

pajacyk

Paweł Łacheta © Wszystkie prawa zastrzeżone 2011