Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Główny
Szlak
Beskidzki
STRONA GŁÓWNA


O SZLAKU

RELACJA

CZASY PRZEJŚCIA

NOCLEGI

PORADY

GALERIA

1 2 3 4 5 6 7 8 9 11 12 13 14 15 16 17

Dzień 10 (18 VIII 2011):
Banica - Bacówka w Bartnem
Km: 35,7

Dzień zaczyna się słonecznie. Nie zapowiadają burz, ale ma być niestety gorąco, więc nie cieszę się znowu tak bardzo, bo dzisiejsza trasa wiedzie też odkrytym terenem, szczególnie podejście na Popowe Wierchy ze Zdyni. Po porannym śniadaniu wychodzę przed 7 - mą i idę przez pola w kierunku Izb. Aż nie chce się opuszczać tego sympatycznego i miłego miejsca jakim jest Banica. Z chęcią bym tutaj jeszcze kiedyś przyjechał, bo za takie pieniądze w takim miejscu, to prawie jak za darmo.

Początek trasy jest FATALNIE oznakowany, a właściwie oznakowanie nie istnieje, więc idę na azymut. Dodatkowo poranna rosa powoduje, że moje buty znowu są mokre, co czuję w skarpetkach. Na szczęście nie "pływam" jeszcze, tylko mam mokro. Dochodzę jakoś do Izb i od tej pory sobie radzę (po przejściu rzeki Białej), bo oznakowanie jest już zdecydowanie lepsze, szczególnie jak na Beskid Niski.

W Ropkach stwierdzam ze smutkiem, że to miejsce coraz mniej przypomina to sprzed dwóch lat, że o wcześniejszych latach nie wspominając. Coraz więcej tu domów, willi, pojawił się nawet znak informujący o wjeździe do miejscowości. Smutny to, ale chyba już nieunikniony znak czasu. W Hańczowej idę do sklepu i kupuję chleb i jogurt, bo maślanki niestety nie było. Szlak na Kozie Żebro trochę przez chaszcze, ale znośny. Krzaki nie pomagają, ale w sumie podejście na szczyt nie jest takie tragiczne, jak możnaby się spodziewać. Schodzę do Regetowa (zejście tragicznie strome, wspominam jak tędy wchodziłem rok temu i zdychałem), mijam bazę namiotową SKPB Warszawa i idę na Rotundę, a następnie schodzę do Zdyni, gdzie już mocno praży. Podejście na Rotundę po Kozim Żebrze jakoś nie robi wrażenia, a zejście jest o niebo lepsze i łagodniejsze.

Wyprawa na Popowe Wierchy jest masakryczna - grzeje niemiłosiernie, krzaki, komary, meszki - koszmar. Ale daję rady - nie ma wyjścia :-). Nie z takich opresji się wychodziło. Za Popowymi Wierchami zrobili drogę bitą, a rowy odwadniające takie głębokie że hoho. Gdyby takie rowy były w każdej polskiej wsi, to żadna ulewa nie byłaby straszna. Z Krzywej znowu przez krzaki, ale na szczęście nie trzeba przechodzić w bród przez potok Zawoja, bo wybudowano przez ostatnie lata mostki na rzeczce, aczkolwiek są miejsca gdzie przechodzi się po kamieniach i po deszczach może być ciekawie. Swoją drogą to przechodzenie przez potoczek miało swój urok :-). Zejście do Wołowca monotonne i męczące, bo po drodze bitej. Asfalt przez Wołowiec przelewa powoli czarę goryczy i nogi proszą się o zakończenie eksploatacji na dzień dzisiejszy.

W końcu dochodzę do Bartnego, do Bacówki i tam zamawiam 2 dania. Coraz bardziej zapach mego ciała działa na mnie odrażająco. Na szczęście po prysznicu przez noc do rana będę świeży.

Strona Główna 11
Zapraszam do zadawania pytań i opinii. Tymczasowo:
pawellacheta@yahoo.com.sg
Zapraszam także do mojej galerii zdjęć

na stronę o GSB moich znajomych ze Szczecina, z którymi miałem przyjemność iść przez fragment Szlaku

oraz na stronę Kuby Terakowskiego

pajacyk

Paweł Łacheta © Wszystkie prawa zastrzeżone 2011