Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Główny
Szlak
Beskidzki
STRONA GŁÓWNA


O SZLAKU

RELACJA

CZASY PRZEJŚCIA

NOCLEGI

PORADY

GALERIA

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16

Dzień 17 (25 VIII 2011):
Ustrzyki Górne - Wołosate
Km: 22,5

Ostatnia pobudka mojej wyprawy jest zarazem najwcześniejszą. Chcę wrócić przed największym skwarem i odpocząć przy barze w Wołosatem, więc o godz. 5.00 już jestem na nogach (normalnie to dla mnie środek nocy, a w zimie gdy czasami przychodzi mi do głowy wstawać tak wcześnie, to większej katorgi chyba nie ma ;-)). Po śniadaniu i pożegnaniu się ze znajomymi ze Szczecina, wychodzę ze schroniska o 6 - tej. Poranna mgła w Ustrzykach Górnych po raz kolejny przypomina mi, że jesień za pasem.

Po uzupełnieniu wody w potoku wychodzę na szlak i jestem chyba pierwszym turystą dzisiejszego dnia. Jeszcze przed Szerokim Wierchem dochodzi mnie jednak turysta z Poznania - jak się okazuje nie tylko ja uciekam przed skwarem. Poranek jak zwykle pięknie wygląda, szczególnie w postaci promieni słonecznych padających pod niewielkim kątem na połoniny...mhmmm... raj dla fotografów. Chłonę góry całym sobą, bo już za parę godzin mnie tu nie będzie... Dzisiaj nie wchodzę na Tarnicę, tylko od razu kieruję się w stronę Halicza. Jest to dla mnie jeden z najpiękniejszych szczytów Bieszczadów, piekniejszy od Tarnicy. Widoki z Halicza jak zwykle urzekają. Znowu marzy mi się Ukraina, która jest tak blisko, a zarazem tak daleko... Z Rozsypańca podziwiam ostatnie widoki i schodzę na Przełęcz Bukowską.

No i zaczyna się... Nie chcę być źle zrozumiany, ale... Powiedzmy sobie szczerze: odcinek od Wołosatego na Przełęcz Bukowską jest dosyć monotonny. Przez ok. 2,5 godziny nie dzieje się wiele. Trasę może nam chyba tylko uatrakcyjnić spotkanie ze strażą graniczną, która może wylegitymować. Ale na litość boską! Odpowiadanie każdemu idącemu z przeciwka co chwilę na pytanie "Daleko jeszcze na przełęcz?" może być irytujące. I tu nie chodzi o to, że chodzę po górach dużo i jestem przyzwyczajony i mam siebie nie wiadomo za kogo. Chodzi o to, że CZŁOWIEKU! - jak już idziesz w góry to idź i sprawdź chociaż czasy przejścia - one naprawdę po coś są, choć należy je traktować orientacyjnie, a nie pytaj się po 30 minutach od wyjścia z Wołosatego ile jeszcze na Tarnicę. To nie kolejka na Kasprowy, która nas szybko wywozi na szczyt. A potem dziwić się, że ktoś w Tatrach nie wyrobił się czasowo i o 23 w całkowitych ciemnościach dzwoni po TOPR, żeby go ściągać. Co prawda to Bieszczady, a nie Tatry, ale góry to zawsze góry. Kończę tą dygresję dochodząc do Wołosatego.

Uczucie, które towarzyszy mi w momencie ujrzenia tabliczki z napisem "Wołosate" jest nie do opisania :-) To trzeba po prostu przeżyć. Po dojściu do punktu kasowego BdPN wpisuję się do Księgi Pamiątkowej Głównego Szlaku Beskidzkiego. Do czerwonej kropki GSB zostało już tylko 10 minut... I jeeeeeeeeeeest! Po 17 dniach walki z sobą i z pogodą udało się! Po takim dystansie marzę o... zimnym piwie w barze w Wołosatem. Biorąc jednak pod uwagę długą, ponad sześciogodzinną podróż autobusem, postanawiam z tym poczekać do wieczora. Do autobusu jeszcze trochę zostało, więc ściągam ciężkie buty i zakładam klapki. Autobus przyjeżdża... kończy się przygoda. Żal wyjeżdżać, ale trzeba. Cieszę się, że mimo wahania zdecydowałem się jechać. Gdybym tego nie zrobił, nie darowałbym sobie tego. Co następnego? Czas pokaże :-)

Strona Główna
Zapraszam do zadawania pytań i opinii. Tymczasowo:
pawellacheta@yahoo.com.sg
Zapraszam także do mojej galerii zdjęć

na stronę o GSB moich znajomych ze Szczecina, z którymi miałem przyjemność iść przez fragment Szlaku

oraz na stronę Kuby Terakowskiego

pajacyk

Paweł Łacheta © Wszystkie prawa zastrzeżone 2011