Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Główny
Szlak
Beskidzki
STRONA GŁÓWNA


O SZLAKU

RELACJA

CZASY PRZEJŚCIA

NOCLEGI

PORADY

GALERIA

1 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17

Dzień 2 (10 VIII 2011):
Stożek Wielki - Słowianka
Km: 42,1

Ból pleców i nóg częściowo ustąpił. Pierwsze koty za płoty, więc po pobudce o 5.30 i śniadanku wychodzę na najdłuższy etap na moim szlaku oraz zarazem najbardziej męczący. Ale cóż... jak się wahało czy iść tyle dni, to teraz trzeba trochę przyspieszyć, dlatego też namawiam, aby się nie wahać, tylko po prostu iść :-), bo potem trzeba miejscami nadrabiać kilometry, mimo że po asfalcie, to jednak taki asfalt potrafi bardziej zmęczyć niż górski szlak.

Poranek zapowiada się fantastycznie - słońce świeci od rana i jest przyjemnie chłodno. Trasa do rozstaju szlaków nad Pietraszonką mija wśród promieni naszej najbliższej gwiazdy, nie sprawiając większych problemów ani konieczności zwiększonego wysiłku. Przez jakiś czas idę z turystami ze Skarżyska Kamiennej, wybierającymi się z Kubalonki na Baranią Górę i potem przez Kaskady Rodła do okolic Zbiornika Czerniańskiego. Niestety za odejściem czarnego szlaku zaczyna kropić. Na szczęście jest to bardziej mżawka niż deszcz, dlatego też nie zakładam jeszcze peleryny. Większe podejście zaczyna się dopiero przed schroniskiem na Przysłopie, do którego już niedaleko. Tam jem swój pierwszy normalny obiad na tej wyprawie w formie smacznej zupy pomidorowej i wyruszam dalej do źródeł naszej królowej rzek - Wisły. Widoków z Baraniej Góry, mimo tego, że są piękne i nieraz dane mi było je oglądać dzięki wybudowanej na szczycie wieży widokowej, tym razem nie ma z powodu nisko zalegających chmur. Na odcinku z Baraniej Góry do Węgierskiej Górki jest typowa przeplatanka pogodowa - raz świeci słońce i jest ciepło, a raz mocno wieje i pada mżawka. Nie jest jednak tak tragicznie, gdyż nie pada długo i mocno. Po drodze dostaję SMS-a od siostry z pytaniem, czy mi się nie znudziło i czy nie mam zamiaru wracać, ale bynajmniej! Z każdą minutą, sekundą chcę iść dalej. Można powiedzieć "żyć co krok pragnę więcej, bo tutaj w górach jest mój dom" (Zgórmysyny - "Jak okiem sięgnąć"). Mimo tego jednak, postanawiam wyłączyć telefon i korzystać z niego tylko wieczorami. W końcu idę także po to, aby się wyciszyć, a nie gadać na szlaku przez telefon.

Od Glinnego jednak zaczyna się kryzys. Jeszcze nie związany z psychiką, ale bardziej fizyczny. A jeszcze tak daleko do Słowianki... Na szczęście do Węgierskiej Górki z Glinnego jest "z górki" i idzie się dobrze. Uwaga! Przebieg szlaku w Węgierskiej Górce jest inny od tego w przewodniku (po wybudowaniu kładki na Sole biegnie przez nią i nieco skraca dystans kilometrowy od poprzedniego przebiegu szlaku). Po większych zakupach (nie będzie większej możliwości poza drogimi schroniskami aż do Bystrej) idę dalej, w stronę Żabnicy.

Podejście na Abrahamów okazuje się zdecydowanie bardziej męczące niż przypuszczałem. Szedłem tą trasą 3 lata temu, ale wtedy zaczynałem w Węgierskiej Górce i miałem pełno sił, a teraz po 33 km już mam ich zdecydowanie mniej. Tym bardziej idąc z cięższym o parę kg plecakiem po zakupach. Po kilku postojach na trasie, wymianie zdań z paroma góralami:

"-Dojdę przez nocą do Słowianki?

-No dojdzie pan, chyba że pan misia spotka" :),

(wtedy się śmiałem, ale gdy po powrocie usłyszałem w radiu, że niedźwiedź ma swoją gawrę w okolicy Romanki stwierdziłem, że tak do końca żart to nie był :))idąc po sporym błocie dosyć długim fragmentem, dochodzę w końcu do stacji turystycznej Słowianka ok. godz. 19.40. Państwo prowadzący schronisko bardzo sympatyczni. Widać, że czują klimat górski. W schronisku spotykam także trzech turystów ze Szczecina, idących także Głównym Szlakiem Beskidzkim, a którzy wyprzedzali mnie w okolicy Pietraszonki. Czy, i ile razem przejdziemy, to się okaże w następnych dniach.

Po całym dniu NIESAMOWICIE bolą plecy. Od dźwigania plecaka zaczynam się zastanawiać jak to będzie, ale mimo wszystko nie zamierzam rezygnować. Rada dla innych: nie planujcie takich etapów ponad 40 km - to zwykłe samobójstwo :-)... No chyba że ktoś lubi albo biega Kieraty albo coś podobnego...

Strona Główna 3
Zapraszam do zadawania pytań i opinii. Tymczasowo:
pawellacheta@yahoo.com.sg
Zapraszam także do mojej galerii zdjęć

na stronę o GSB moich znajomych ze Szczecina, z którymi miałem przyjemność iść przez fragment Szlaku

oraz na stronę Kuby Terakowskiego

pajacyk

Paweł Łacheta © Wszystkie prawa zastrzeżone 2011